Z braku innej koncepcji, założyłam czarną bluzkę na ramiączkach z nadrukiem Ramones. Jeszcze tylko nieco wytarte, jasne spodenki z dżinsu i naturalnie czarne trampki. Stanęłam przed lustrem.
Zobaczyłam bladą i chudą dziewczynę z naburzonymi włosami w kolorze ognia. Blada cera i piegi na nosie wcale nie dodawały uroku, jak zawsze twierdziła moja mama, a policzki były nieco zapadnięte. Jednak w bursztynowych oczach wciąż błyszczało coś na kształt iskierek radości. To była jedyna część mojego ciała, na którą nie śmiałam narzekać. Wszyscy gustują w oceanicznie niebieskich oczach, ale ja tam kocham moje bursztynki.
Uśmiechnęłam się niemrawo i związałam na mojej koszulce mały supełek, tak, że sięgała mi odrobinę ponad pępek.
Raz się żyje.
Poprawiając niesforne kosmyki udałam się w stronę miejscowej knajpy. White Eskimo grywało tam stosunkowo często jako, że to jedyne takie miejsce w tej zakutej dechami dziurze. Po drodze wciąż zastanawiałam się, co mi strzeliło do łba, żeby udawać się w to miejsce. Usprawiedliwiałam się potrzebą odrobiny szaleństwa w ostatnie dni wakacji, ale wciąż miałam pełno obaw. Z pewnością będzie tam mnóstwo osób, które mnie znają i przed którymi się skompromituje. W najgorszych momentach zatrzymywałam się i zastanawiałam nad powrotem do domu, ale zbywałam swoje konsternacje i powtarzałam w myślach, że nie jestem tchórzem. Bo nie jestem. Nie.
Weszłam do jeszcze niezbyt zatłoczonego lokalu. Urządzony był w dość gustownym, choć nieco chaotycznym stylu. Po bokach ustawione były wieloosobowe loże, w kolorze rdzawej czerwieni. Po lewej stronie od wejścia stał bar, a na przeciwko szerokie podwyższenie służące za scenę. Na ścianach wisiało kilka dużych fotografii w wąskich, złotych ramkach. Całość była utrzymana w ciepłych i przyjemnych barwach, więc poczułam się nieco lepiej.
Na scenie kręciło się kilka osób, rozstawiając sprzęt. Zostałam zauważona po jakiejś minucie. W moją stronę biegł Harry, a jego loczki podskakiwały we wszystkie strony.
-Kylie!
I właśnie zepsuł tą piękną chwilę.
-Mam na imię Kate.
Zatrzymał się w połowie drogi, a uśmiech zszedł z jego ust. Uderzył się z otwartej dłoni w twarz.
-Jestem skończonym idiotą.
Zaśmiałam się na jego słowa. Jeżeli wcześniej moje nastawienie do niego było odrobinę wrogie, to teraz całkowicie zmieniłam zdanie.
-Nie przeczę.-powiedziałam z rozbawieniem.
Szelmowski uśmieszek znów zagościł na jego wargach. Wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę jednej z lóż, gdzie siedziała reszta ludzi. Przedstawił mi wszystkich po kolei. Nie zapamiętałam nawet połowy imion, ale uśmiechałam się miło do każdego. Trzeba zrobić dobre wrażenie. Najbardziej przypadł mi do gustu Louis. Był zabawny i na pewno nie patrzył na mnie z wyższością, jak robiła to jedna z dziewczyn z ich grupy. Jak ona miała na imię? Georgia? Nieważne. Muszę tylko pamiętać, żeby trzymać się od niej z daleka. Źle jej z oczu patrzy..
Coraz więcej ludzi przybywało. Harry z trójką innych chłopców weszli na scenę. Zostałam z resztą jego znajomych. Nie wydawało mi się, żeby zbytnio mnie polubili. Rozmawiali ze mną tylko Lou i niejaka Wendy. Występ się rozpoczął, a ja nie mogłam uwierzyć, że nigdy wcześniej nie byłam na ich koncercie. Grali naprawdę świetnie, a Harry'emu anioły mogły pozazdrościć głosu.
I got my first real six-string
Bought it at the five-and-dime
Played 'til my fingers bled
Was the summer of '69
Me and some guys from school
Had a band and we tried real hard
Jimmy quit and Jody got married
I shoulda known we'd never get far
Oh when I look back now
The summer seemed to last forever
And if I had a choice
Yeah, I'd always wanna be there
Those were the best days of my life
Ain't no use in complainin'
When you got a job to do
Spent my evenin's down at the drive in
And that's when I met you
Standin on your mama's porch
You told me that you'd wait forever
Oh and when you held my hand
I knew that it was now or never
Those were the best days of my life Oh yeah
Back in the summer of '69
Bought it at the five-and-dime
Played 'til my fingers bled
Was the summer of '69
Me and some guys from school
Had a band and we tried real hard
Jimmy quit and Jody got married
I shoulda known we'd never get far
Oh when I look back now
The summer seemed to last forever
And if I had a choice
Yeah, I'd always wanna be there
Those were the best days of my life
Ain't no use in complainin'
When you got a job to do
Spent my evenin's down at the drive in
And that's when I met you
Standin on your mama's porch
You told me that you'd wait forever
Oh and when you held my hand
I knew that it was now or never
Those were the best days of my life Oh yeah
Back in the summer of '69
Przy piątej zwrotce popatrzył na mnie. Uniosłam kciuki do góry i uśmiechnęłam się szeroko. Naprawdę kochałam tą piosenkę. Mrugnął do mnie przelotnie i udał się na drugi koniec sceny. Kilka dziewczyn krzyczało jego imię. Zirytowało mnie to, bo nie mogłam dobrze słyszeć słów piosenki. Gdy krzyki się nasiliły, zrezygnowana odwróciłam się i wróciłam do rozmowy z Louisem.
~*~
*Eoin (czyt. Ołen)
Naprawdę przepraszam, że tak krótko, ale zrobiło się trochę późno. A tak by the way, to dostałam nowiuśką płytę Made in the a.m i chcę powiedzieć, że zakochałam się w Love you goodbye. Planujemy ślub i trójkę dzieci. Dobra, jestem dziwna.
Postaram się niedługo coś wrzucić. Bye!



